A jaka jest Twoja życiowa misja?

Czy jest w Twoim życiu coś, co zawsze chciałeś robić? Coś takiego, na myśl o czym jesteś po prostu podjarany? Coś takiego, co przemyka Ci przez głowę, kiedy wracasz zmęczony z pracy, spędzasz weekend z rodziną, zabierasz na spacer swojego ukochanego Azora? Coś, co jest z Tobą praktycznie od zawsze?

 

Nie mam na myśli marzeń typu wygrać w totolotka, nie musieć już nigdy pracować czy zamieszkać na Hawajach. Chodzi o takie rzeczy, które JUŻ TERAZ są w Twoim zasięgu. Jeśli byś podjął decyzję to od jutra mógłbyś zacząć dążyć w kierunku realizacji tego czegoś.

Ja mam kilka takich rzeczy i moja intuicja, doświadczenie życiowe mówią mi od zawsze, że to jest to coś, co powinnam robić. Od zawsze mnie do tych rzeczy ciągnie. Są ze mną zawsze, nie mijają jak krótkotrwałe pragnienie.

Zawsze chciałam dużo w życiu pisać. Realizuję to poprzez bloga, ale bardzo chciałabym także pisać ebooki, poradniki, powieści. Wyrażać poprzez słowa nie tyle siebie, ale świat moimi oczami. Pisać poradniki jak te Reginy Brett, które uwielbiam za przekaz, za nastrój, za pozytywną energię. Ale publikować także ostre, brudne, odarte z piękna powieści jak te Jakuba Żulczyka.

Od zawsze też chciałam tańczyć. Nie realizowałam tego nigdy poprzez żadne zajęcia, ale zawsze chętnie brałam udział w tanecznych konkursach na koloniach i obozach. W czasach młodzieńczego buntu na licznych wówczas imprezach głównie tańczyłam – jak szalona, bez opamiętania, w moim unikalnym stylu i zdecydowanie nie jak atrakcyjna dziewczyna. Taniec jest czymś co mnie bawi, daje mi możliwość poczucia chwilowej beztroski. Nie mam wielkich celów dotyczących tańca, ale po prostu chciałabym to robić regularnie, a nie tylko od święta.

Zawsze bardzo chciałam także pomagać innym – zarówno potrzebującym ludziom, jak i zwierzakom. Pomagałam ludziom w różnych sytuacjach. Zawsze daję osobom bezdomnym pieniądze, jedzenie – chociaż wiem, że to tylko „ryba” i półśrodek. W szkole i w każdej pracy zawsze byłam tzw. obrońcą uciśnionych. Stawałam w obronie słabszych i wkładałam całą swoją moc i charakter, żeby Ci wszyscy oprawcy spieprzali na drzewo. Robiłam to z taką samą odwagą mając lat 10, jak i 25. Pomagałam wtedy, kiedy wszyscy ludzie odwracali głowy. Kiedy przebywałam w szpitalu psychiatrycznym po próbie samobójczej starałam się pomagać wszystkim kobietom, które tam spotkałam. Którejś oddałam swoje jedzenie, z kolejną codziennie serdecznie rozmawiałam, którejś doradzałam, a dla jeszcze innej po prostu byłam i słuchałam. Każda z kobiet, które tam spotkałam, dużo w życiu przeżyła i miała naprawdę ciężko. Po tych 3 tygodniach te kobiety żegnały mnie i ściskały jak swoją córkę, siostrę, wnuczkę. Właśnie takiego bycia dla człowieka nauczyła mnie i moje rodzeństwa nasza Mama. To ona przez całe życie stawiała innych przed sobą i pomagała każdemu, chociaż często sama nie była wcale w lepszej sytuacji niż osoby, którym pomagała.

Całe moje życie chciałam dużo tworzyć. Malować obrazy, które będę wieszać na swoich ścianach – obrazy całkowicie nieidealne, po prostu moje. Robić na drutach, robić makramy, zrobić sobie kącik do medytacji, stworzyć roślinną dżunglę w swoim domu, mieć w domu kącik lub pomieszczenie przeznaczony właśnie do tworzenia. Po prostu wyrażać siebie, swoje emocje, swoje myśli – wiem, że brzmi to bardzo słodkopierdząco, ale właśnie tego chciałam – tworzyć swój świat poprzez sztukę w każdym możliwym aspekcie. Dla mnie jest to takie fajne, bo daje możliwość przeżywania codzienności bardziej, intensywniej. Stąd też pewnie moja wielka miłość do książki „Droga Artysty” Julie Cameron. Jest to książka – kurs trwający 12 tygodni i mający na celu właśnie na stałe obudzić tego artystę, który w każdym z nas drzemie.

Chciałam także być mocno offline, żeby na to wszystko – pisanie, pomoc innym, tworzenie, taniec mieć po prostu czas. A więc wyrobić w sobie nawyk bycia offline w przewadze nad tym kiedy jestem online. Zminimalizować swoją listę zadań świadomie i robić wyłącznie to, co przynosi najlepsze efekty i największą satysfakcję. Być esencjalistką. Nie łapać dziesięciu srok za ogon. Dla mnie super przykładem właśnie w taki sposób działającej osoby jest Joasia Glogaza, która uruchomiła nawet ostatnio swój kurs online właśnie o tym jak pracować sprytniej. Joasia jest właścicielką marki odzieżowej tworzącej piękne piżamy, autorką 3 książek, 2 kursów online, tworzącą świetnego bloga od lat, a także kanał na YouTube (Joasiu nagrywaj więcej!) i podcastu. I obok tego wszystkiego Joasia ma czas na spędzanie czasu wartościowo ze swoimi bliskimi i przyjaciółmi, na wycieczki, pomoc psiakom ze schroniska, fajne rytuały, tworzenie i pewnie wiele więcej wartościowych zajęć, o których po prostu nie wiem. Joasia bardzo strzeże tego, żeby nie spędzać online więcej czasu niż to konieczne i by mieć jak najwięcej czasu na tworzenie, a nie tylko pochłanianie.

I ostatnio pomyślałam sobie, że ja nie realizuję tych wszystkich rzeczy, które tak bardzo chcę robić. Że spycham je na kiedyś, kiedy będę miała więcej czasu. Wiesz, że zestawu do malowania akwarelami, którego tak bardzo chciałam i który sprawiłam sobie na ostatnie urodziny (w czerwcu), używałam dosłownie JEDEN RAZ? Mamy drugą połowę listopada… Na spacery z psem i z podcastem w uszach też ciągle nie potrafię znaleźć czasu. Zarzucam się zadaniami, które realizuję przed lub po ośmiu godzinach mojej pracy zawodowej. Ciągle znajduję coś, co trzeba zrobić, ostatnio głównie wokół Ulepszalni. Słój, którego chciałam użyć do stworzenia lasu w słoju mam od dobrych 4-5 miesięcy – stoi pusty i zakurzony, lasu ani śladu. Od wielu tygodni obiecuję sobie także, że zrobię sobie super makramę na ścianę. Zapisanie się na zajęcia tańca odkładam z miesiąca na miesiąc od stycznia przynajmniej. Tak samo z lekcjami pływania. I co najgorsze z tego wszystkiego, ciągle tłumaczę sobie też, że nie mam czasu na pomoc komuś w potrzebie, na wolontariat. A bo praca, a bo jest coś innego do zrobienia, a bo nie mam jak dojechać.

 

Kiedy sobie to wszystko razem uświadomiłam to zrobiło mi się przede wszystkim smutno. Bo kiedy ja mam na to znaleźć czas i zasoby jak nie teraz?

Postanowiłam, że moje plany – nie tylko na kolejny miesiąc, czy rok – w dużej mierze oprę właśnie o tą moją MISJĘ ŻYCIOWĄ. Kiedy za niedługo zabiorę się za planowanie roku 2019 to punktem numer jeden będzie takie zaplanowanie wszystkiego, żeby te moje rzeczy, które mam tak mocno w sercu były priorytetami i w końcu się w moim życiu pojawiły.

 

 

Myślę, że każdy ma coś takiego. Daj znać, jaka jest Twoja misja życiowa i czy ją realizujesz 😊

 

 

 

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Agnieszka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Agnieszka
Gość

Marcelina najważniejsze, że masz tego wszystkiego świadomość, a teraz małymi kroczkami i z dobrym planem pewnie uda się pogodzić wiele z tych rzeczy, które zawsze chciałaś robić. Choć przyznaję, że i ja mam listę takich rzeczy „na później”, które zawsze chciałam robić. I tak na przykład nie udało mi się jeszcze dokończyć na drutach szalika, a już ciężko bez niego wyjść na spacer:)

Pozdrawiam Cię serdecznie