Jak poradzić sobie z kompleksami początkującego blogera?

 

Dzisiaj mam właśnie taki dzień – myślę sobie, że to co robię nie jest za dużo warte. Że powinnam dać działać tym dużym graczom, a sobie po prostu odpuścić. Że za mało wiem, za mało potrafię, nie mam środków, żeby działać na dużą skalę, nie mam na Ulepszalnię tyle czasu, ile bym chciała.

Jestem więcej niż pewna, że to dotyka każdej osoby, która działa w sieci, prędzej czy później. Czytałam o tym na blogach naprawdę popularnych i cenionych blogerek, co jakiś czas widzę jak wspominają o tym na swoich profilach w social mediach. Jest taki cytat z książki „Najgorszy człowiek na świecie” Małgosi Halber, który świetnie to podsumowuje:

 

KAŻDY SIĘ WSTYDZI.
KAŻDY SIĘ WSTYDZI TRZECH RZECZY.
ŻE NIE JEST ŁADNY.
ŻE ZA MAŁO WIE.
I ŻE NIEWYSTARCZAJĄCO DOBRZE RADZI SOBIE W ŻYCIU.
KAŻDY.

 

I ja się z tym mocno zgadzam, bo w każdym z nas ten wstyd jest. I właśnie co dziwne, często pojawia się on o wiele intensywniej wtedy, kiedy zaczynamy robić coś więcej i przestajemy być obserwatorami. Kiedy w końcu wychodzimy z ukrycia i zaczynamy działać w internetach, zabieramy się za tworzenie własnego biznesu, codziennie działamy w kierunku spełnienia swoich marzeń. Wtedy o wiele mocniej przychodzi do nas te uczucie, że jesteśmy niewystarczający.

Ale uważam, że trzeba sobie z tym radzić. Mam kilka rozwiązań, które stosuję od jakiegoś czasu i od tej pory o wiele mniej biczuje się za bycie nie dość mądrą, zdolną i fajną.

 

Po pierwsze – ograniczyłam bycie followersem.

Wspominałam już o tym na moim pierwszym piżamowym lajwie. Przyznałam, że wiele osób przestałam obserwować na Instagramie, bo to obecnie główne medium społecznościowe w którym jestem obecna. I te osoby, które przestałam obserwować były bardzo fajne, miały super życie, były ładne, zawsze dobrze wyglądały, błyskawicznie rozwijały siebie i swoje biznesy, no co tu kryć – miały to wszystko, czego też bym chciała. Ale zupełnie w żaden sposób mnie nie motywowały, nie zapalały we mnie iskierki, która sprawiałaby, że mocniej bym cisnęła, ciężej pracowała, bardziej się starała, pracowała nad sobą jeszcze intensywniej. Nie, nie, nie. Wręcz przeciwnie obserwowanie ich na Instagramie sprawiało, że czułam się bardzo źle. Traciłam ochotę na tworzenie swojego insta, robienie zdjęć, nagrywanie stories. Bardzo ciężko było mi się zebrać do napisania tekstu, bo nie widziałam w tym sensu. Nie potrafiłam dostrzec i docenić tego co w moim życiu dobre – sukcesu w pracy, dobrego posiłku, fajnego popołudnia z książką, relaksującego spaceru po stresującym dniu, małych zakupów, nowej roślinki. To wszystko wydawało mi się niczym w porównaniu do tego co jedzą, robią i mają te osoby. Dlatego przestałam je obserwować. Nie z nienawiści, nie z zawiści, ale dla swojego zdrowia psychicznego. Nadal obserwuje jeszcze wiele osób, które są moimi autorytetami w różnych dziedzinach, także działaniu w sieci i blogowaniu. Ale te osoby w jakiś sposób mnie edukują, motywują, otwierają mi oczy na różne rzeczy, podsuwają fajne rozwiązania w życiu zawodowym i prywatnym. Dają mi wartość.

 

Po drugie – skupiłam się na swojej robocie.

Kiedyś bardzo mocno pochłaniałam czyjeś treści. Teraz przede wszystkim robię swoje. Zanim przeczytam czyjś tekst, zajrzę do czyjegoś newslettera i zapoznam się z jakimikolwiek efektami czyjejś pracy, to najpierw wypracowuję swoje efekty. To jest super zabezpieczenie, bo jak już wejdę na Facebooka czy Instagrama i zobaczę, że X napisała świetny tekst, a Y wypuszcza kolejny super produkt to wiem, że ja już swoje odwaliłam i że dołożyłam kolejną cegiełkę do rozwoju Ulepszalni. Małą, dużą czy mikroskopijną, ale dołożyłam. Czasem jest to napisanie tekstu, czasem nagranie wartościowego stories na Instagrama, napisanie newslettera, a czasem opracowanie planów na kolejne tygodnie, ale to jest moja robota i jest zrobiona. To jest bardzo dobra kamizelka kuloodporna na wszystkie kulki, które prawdopodobnie Twój mózg Ci zaserwuje, kiedy będzie Cię porównywał do kogoś innego. Masz już dowód na to, że nie siedziałaś z założonymi rękami, ale popchnęłaś swoje do przodu.

 

Po trzecie – przestałam skupiać się na liczbach.

Liczbach followersów, lajków, wyświetleń, reakcji. Na początku wydawało mi się to na Instagramie bardzo istotne i dołowało mnie to, że większość ludzi, którzy zaczynali mnie obserwować to byli ci w stylu follow4follow. Ale jak tylko zaczęłam mocno dzielić się wartością, dobrą wartością, taką z głębi serca, naprawdę porządnym contentem to całkowicie zapomniałam o cyferkach. Zaczęłam dawać z siebie ile mogłam. W tekstach na blogu, w newsletterze, w moich dodatkowych materiałach, na stories, w odpowiedziach na maile od Was, podczas lajwów na IG. I kurde zobaczyłam, że tak właśnie trzeba robić. Że mam teraz MEGA motywację i chęć do dawania jeszcze więcej tym osobom, które za coś mnie doceniły. Olałam całkowicie lajki i followersów i mocno skupiłam się na tym, żeby POMAGAĆ. Robię to poprzez maile, poprzez odpowiedzi, moje teksty na blogu, moje stories, ostatnio mojego ebooka. Bo kurde ja po to zaczęłam w ogóle działać w sieci – z głębokiej potrzeby pomagania i dzielenia się dobrem!

 

Po czwarte – pamiętam o swoich sukcesach.

Lata temu na blogu Aniamaluje dowiedziałam się o czymś takim jak słoik sukcesów. I to było super, ale niestety u mnie działało tylko w jedną stronę tzn. wrzucałam sukcesy do słoika, ale w gorszych chwilach nigdy nie chciało mi się ich z niego wyciągać i czytać. Dlatego ostatnio przerzuciłam się na notatkę w Evernote w której zapisuję sukcesy ze swojego ostatniego roku, bo to był dla mnie najgorszy i najbardziej wymagający rok w moim życiu i wiem, że już raczej łatwiej nie będzie, dlatego bardzo chciałam te sukcesy gdzieś zapisać, żeby pamiętać o nich w złych chwilach. Dzisiaj także potrzebowałam takiego pozytywnego doładowania, bo popołudniu natknęłam się na kilka stories jednej z naprawdę fajnych dziewczyn, które obserwuję, ale niestety mój umysł zrobił mi psikusa i sprawił, że na podstawie tych kilku stories poczułam się gorsza. Stąd sukcesy jako pogotowie ratunkowe.

Mocne, naprawdę sumienne korzystanie z tych czterech metod sprawiło, że potrafię działać w sieci mimo tego, że jestem początkującą blogerką.

 

Masz swoje sposoby na to, żeby działać pomimo bycia świeżakiem?

 

 

 

 

 

7
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
marcelinaMarcelinabasiaMartamatylda_mak Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
marcelina
Gość

Przestać skupiać się na liczbach – pod tym też się podpisuję! Sama zaczynając przygodę z blogiem tylko chciałam sprawdzać wejścia, ilość polubień pod postami, a podejście do treści takie se miałam. Od pewnego czasu w końcu przestałam sobie tym głowy zawracać i bardziej się wzięłam za przekaz treści 🙂

basia
Gość
basia

Każdy ma wątpliwości czasem, to normalne. Ale Ty masz plan i wizję tego jak ma działać Twój blog i tę wizję realizujesz konsekwentnie. Jeżeli będziesz systematyczna to z czasem zbudujesz większą społeczność, ale uważam że na dzien dzisiejszy to i tak masz świetne wyniki. Warto pamiętać że ludzie latami do czegoś dochodzą, wiec może fajnie cieszyć sie drogą? Pozdrawiam

Marta
Gość

Dzięki za te słowa, jestem początkująca w blogowaniu, ale tak bardzo chcę coś pisać. Chcę coś przekazywać, ale rownie czesto mam chwile zwatpienia, bo skupiam się na liczbach, cyferkach… Ale nie w tym rzecz, jak sama piszesz. Dzieki za ogrom motywacji, buźka! :*

matylda_mak
Gość
matylda_mak

Marcelina, bardzo dobrze, że jesteś, że działasz, że się nie poddajesz!!! Każdy kiedyś zaczynał, a sukces można jedynie osiągnąć poprzez pracę, wytrwałość i cierpliwość. A poprzez to, że jesteś na początku swojej drogi jesteś super motywacją i inspiracją, bo każdy z nas, kto chciałby wdrożyć w życie swój plan może zobaczyć na własne oczy, na żywo jak to wygląda. Że trzeba zapitalać, że trzeba być zaangażowanym, że trzeba działać mimo, że czujemy strach. Jestem pewna, że ważna jest też intencja. Jeśli działasz w sieci lub na jakimkolwiek innym polu, bo chcesz pomagać innym, tak szczerze prosto z serca, no to… Czytaj więcej »