Jak przestać się wiecznie przygotowywać do działania w kierunku spełnienia swoich marzeń?

 

Znasz te uczucie kiedy bardzo, BARDZO czegoś chcesz, ale boisz się spróbować to osiągnąć?  Ja bardzo chciałam prowadzić konto na Instagramie, ale strasznie się tego bałam, bo jestem dużą introwertyczką i jest dla mnie wyzwaniem bycie aktywnym na tej platformie – nie jest dla mnie naturalne robienie stories czy pisanie postów! Bardzo długo zwlekałam też z utworzeniem tego bloga – wcześniej kilka lat (choć bardzo nieregularnie) tworzyłam bloga o nazwie Sieczkarnia i wiedziałam, że chcę tworzyć w sieci, ale bardzo długo się przed tym wzbraniałam. To sprawiało, że pragnienie działania w konkretnym kierunku rozsadzało mnie od środka, ale sama nie dawałam sobie na nie pozwolenia.

 

Każdego dnia towarzyszy Ci wielkie pragnienie realizacji TEGO celu, ale nie pozwalasz sobie na działanie. 

 

Były także takie cele z wokół których działaniem nie miałam problemu np. ze zdobyciem pracy zdalnej. Oczywiście to też nie stało się w jeden dzień, ale szukanie zleceń, tworzenie własnej oferty, odpowiadanie na ogłoszenia, zdobywanie wiedzy przychodziło mi z łatwością. Dlaczego więc nie ze wszystkim tak było?

 

Zawsze coś będzie ci stało na drodze. Zawsze coś lub ktoś będzie starał się zmusić cię do czekania.

 

 

 

Jest na to kilka powodów, które są bardzo uniwersalne:

 

😥 Bo  brak działania jest bezpieczny. Odwlekanie realizacji jakiegoś marzenia pozwala nam przebywać w bezpiecznej dla nas strefie, zwanej często strefą komfortu (wiem, że to bardzo oklepane hasło). Wiemy czego się spodziewać po swoim życiu, wiemy że nic nas nie zaskoczy, dokładnie wiemy jak będzie wyglądać nasz kolejny dzień. Nie ma przed nami żadnych wyzwań, nie robimy niczego co jest dla nas nowe, a przez co trudne. Po prostu jest bezpiecznie i człowiek naturalnie lubi ten stan.

😥 Bo mózg nas sabotuje. Nawet kiedy stajemy do jakiegoś wyzwania i np. chcemy zacząć wcześniej wstawać to nasz mózg bardzo rzadko nas w tym wspiera. On ceni sobie to co znane i łatwe i bądź pewny, że jeśli planujesz zacząć wstawać o 6 zamiast o 7 to przy dźwięku budzika twój mózg wręcz wyrzuci z siebie serię wymówek i powodów dla których te wcześniejsze wstawanie jest bez sensu.

😥 Boimy się porażki i niepowodzenia. A to dlatego, że zaczynając coś dla nas zupełnie nowego mamy na taką porażkę o wiele większą szansę niż wtedy gdy nie robimy nic. Może się nam nie udać, co więcej – na jakimś etapie na pewno tak będzie, bo porażki nie doznają tylko ci, którzy nic nie robią.

😥 Boimy się krytyki i tego co pomyślą o nas inni. Kiedy kilka tygodni temu w końcu zdobyłam się na odwagę i zaczęłam mocniej działać z Instagramem Ulepszalni (na którego gorąco zapraszam, bo dużo fajnego się tam dzieje!) to byłam strasznie zestresowana tym, co pomyślą o mnie znajomi i rodzina. A zwłaszcza te osoby, które znam z dzieciństwa, podstawówki, liceum, starych miejsc pracy – czyli takie z którymi nie mam już kontaktu. No bo przecież niektórzy z nich nawet nie zrozumieją mojej fascynacji rozwojem osobistym i ulepszaniem życia. Po publikacji każdego postu, siedziałam jak na szpilkach, bojąc się tego, że może nikt go nie polubi albo nieprzychylnie je skomentuje. To nadal jest dla mnie wyzwanie, ale zaczęłam się już oswajać i działam z coraz większą pewnością w tym obszarze.

 

 

Skacz, a pojawi się siatka zabezpieczająca.

 

 

Jest też kilka skutecznych sposobów na to, żeby sobie z tymi trudnościami, lękami i wątpliwościami poradzić:

 

 😀 Zacznij od bardzo małych, mikroskopijnych kroków. Jeśli chcesz zacząć biegać, bo marzy Ci się maraton (choć możesz też po prostu chcieć biegać) to zacznij od bardzo małych kroczków. Być może nigdy nie biegałeś i w ogóle jesteś bardziej zwierzęciem kanapowym, dlatego tym bardziej będzie to dla Ciebie wyzwanie. Niech pierwszym kroczkiem będzie wychodzenie na zewnątrz po pracy na krótki spacer. Potem zwiększ długość spaceru, kolejno dodaj 2 minuty biegu, potem 5 i tak dalej, aż dojdziesz do swojego dużego celu, którego realizacji tak się obawiałeś. Jeśli chcesz zacząć nagrywać na YouTube to zamiast wiecznie czekać na lepszy moment, sprzęt i zdolności – zacznij od codziennego nagrywania kilkuminutowego filmu telefonem i pokazuj go bliskiej osobie.

 😀 Zrób to co możesz i po prostu zacznij. Niektóre cele nas onieśmielają i nie zaczynamy ich realizować, bo są naprawdę ambitne w porównaniu do tego w jakiej sytuacji jesteśmy obecnie. Chciałbyś pojechać w podróż dookoła świata, ale w tym momencie nie masz na to środków, ba Ty nawet nie opuszczasz swojego miasta. Zacznij więc od tego co jesteś w stanie zrobić teraz np. poznaj dokładnie swoją okolicę i wybieraj się na krótkie wycieczki co weekend. To już będzie jakiś krok do przodu i z pewnością pomoże Ci pozbyć się wyrzutów sumienia w związku z tym, że nie robisz nic w kierunku swojego marzenia.

 😀 Daj sobie jakieś ekscytujące wyzwanie. Może chcesz napisać książkę na temat, który bardzo Cię ekscytuje, masz odpowiednią wiedzę i doświadczenie i nawet byłbyś w stanie to zrobić, ale dalej zwlekasz. Sam cel jest dla Ciebie bardzo atrakcyjny, ale nie potrafisz wzbudzić w sobie mocnej motywacji. Daj więc sobie ekscytujące wyzwanie – np. ustal że na napisanie każdego rozdziału masz dokładnie 2 tygodnie. W ten sposób napisanie tej książki wskoczy na listę priorytetów i to na dodatek takich, które powodują w brzuchu łaskotki ekscytacji.

 😀 Uświadom sobie poczucie sprawczości. To mógłby być według mnie najlepszy sposób na to, żeby zacząć realizować swoje marzenia i cele. Musisz po prostu mocno zdać sobie sprawę, że to Ty rządzisz swoim życiem i już bardzo wiele razy to udowodniłeś – skończyłeś szkołę, zdałeś prawo jazdy, napisałeś pracę magisterską, znalazłeś pracę, zorganizowałeś dużą imprezę, zaplanowałeś wakacje, nauczyłeś się jeździć na rolkach, zrobiłeś remont w mieszkaniu. To wszystko (i jeszcze więcej) to właśnie dowody na to, że to Ty rządzisz w swoim życiu. Na mnie to bardzo działa, bo kiedy uświadomię sobie ile różnych rzeczy już mi się udało (a niektóre były o wiele trudniejsze niż to co chcę zrobić teraz) to naprawdę zaczynam działać z punktu siły, a nie punktu bólu (czy też słabości).

 😀 Postęp napędza postęp a sukces jest matką kolejnych sukcesów. Oj tak! Najtrudniejsze to zacząć, ale praktycznie zawsze, potem robi się o wiele łatwiej. Wrzuciłeś już pierwszy filmik na YouTube? Poszedłeś na pierwsze lekcje języka? Pojechałeś na wycieczkę za miasto? Opublikowałeś pierwszy post na blogu? Zaliczyłeś pierwszą godzinę z instruktorem nauki jazdy? To teraz będzie już z górki!

 

A Ty masz coś czym mógłbyś, ba! z czym naprawdę mocno CHCIAŁBYŚ ruszyć?

 

11
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
7 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
MarcelinaMoniaZuzaEmiliamarcelina Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Monia
Gość
Monia

Cześć,
jestem u Ciebie pierwszy raz. Trafiłam tu z polecenia @aniamaluje. Ten post idealnie oddaje moje życie. Jak już to opisały czytelniczki poniżej, też mam ogromne problemy, żeby przekuć rozsadzające mnie od środka pomysły w rzeczywistość z obawy przed ich nieperfekcyjnością i opinią innych. Jednak Twój tekst sprawił, że poczułam ulgę i zmotywował mnie do dania szansy sobie. Dziękuję. Zostaję tu na dłużej.

Zuza
Gość

Cześć Marcelina! Bardzo mi trafił ten post, sama jestem akurat na etapie rzucania stałej pracy na etacie, wielkich planów na pracę zdalną i rozkręcania bloga, a to wszystko w oparach ogromnego stresu i lekkiego załamania. Zwłaszcza fragment o poczuciu sprawczości bardzo do mnie przemawia w tym momencie. I znam to uczucie, kiedy najbardziej w publikowaniu treści na fejsbuku czy instagramie obawiasz się reakcji ludzi, z którymi nie masz kontaktu od lat, mam dokładnie to samo. Robi się łatwiej z każdym kolejnym postem i to jest super.
Dzięki za ten wpis. Rób dalej to, co robisz 🙂
Pozdrawiam Cię serdecznie!

Emilia
Gość

Muszę podesłać Twój post kilkorgu znajomym, bardzo im się przyda.
Zgadzam się w stu procentach i cieszę się, że nie jestem samotną wyspą w tym przeświadczeniu.
Pozdrawiam ciepło!

marcelina
Gość

Ale trafiłaś z tym postem! Jak czytam to mam wrażenie, że piszesz go do mnie. Bardzo lubię poczuć takie motywacyjnego kopa, bo ileż można siedzieć spokojnie i bez sensu 🙂 Ja od zawsze marzyłam o pracy na swoim, ale wymówek miałam tysiąc. Do tego jedynym moim wsparciem jest luby, który zawsze mnie cisnął, bym w końcu zaczęła coś robić skoro tak bardzo pracować dla siebie. A ja jak to ja, wolałam mieć zawsze prace spokojne, stabilne, nudne. Później przychodzi frustracja, bo praca mi się nie podoba i zmieniam. Przez długi czas chodziłam po omacku i czepiałam się byle czego. Mam… Czytaj więcej »