Co zrobić, kiedy czujesz się przytłoczony, zmęczony i wypalony?

dziewczya w lesie z paprocią

 

Chciałam napisać dzisiaj o czymś całkowicie innym, czymś co byłoby przeciwieństwem tego tekstu, bo dotyczyłoby kwestii radosnych. Ale prawdą jest, że pisząc ten tekst nie jestem radosna i taki słabszy stan utrzymuje się u mnie od kilku tygodni. Nawet na Instagramie (który pokochałam) częściej ostatnio piszę o tym, że mam zły humor i wstałam lewą nogą, niż o tym jak ulepszyłam coś w swoim życiu i co fajnego zrobiłam.

Co ważne – taki słabszy stan to dla mnie żadna nowość. Od 8 lat żyję z diagnozą choroby afektywno-dwubiegunowej, więc doskonale wiem, czym są obniżenia nastroju – od pomniejszych dołków do dużych epizodów depresji. Ostatni rok jest dla mnie bardzo dobry pod względem nastroju, chociaż borykam się ze śmiercią Mamy. Jeśli jednak chodzi o chorobę to przez ostatnich kilkanaście miesięcy mam ją pod kontrolą.

Właśnie w związku z tym, że mam spore doświadczenie w doświadczaniu obniżonych nastrojów, chcę się z Wami podzielić tym, jak ja działam kiedy jest mi naprawdę źle. Zbliża się jesień, a więc też przesilenie jesienno-zimowe, krótszy dzień, mało słońca, szarość za oknem – wiem, że to jest wyzwaniem dla wielu osób.

 

Jeśli potrzebujesz pozytywnego doładowania to TUTAJ możesz zapisać się do Ulepszalniowego Newslettera i pobrać pdfa, którego stworzyłam chcąc wesprzeć inne osoby w walce z jesienno-zimowym dołem.

 

 

Co robię, żeby nie wpaść w głęboki dołek i utrzymać się na powierzchni?

 

Odpuszczam sobie. I to wydaje się być oczywiste, ale dla osoby, która jest takim pracoholikiem jak ja, która ma tak duże problemy z odpoczywaniem i która żyje z listą zadań w ręku jest to naprawdę trudne. Być może też jesteś taką osobą i wiesz, że nawet kiedy czujesz się bardzo źle, to i tak kalkulujesz, co jesteś w stanie mimo to zrobić.

 

Ważne jest to, żeby pamiętać, że jest w porządku NIE ROBIĆ TOTALNIE NIC. Oczywiście często nie jest to takie prawdziwe nic, bo mimo złego samopoczucia często musimy chodzić do szkoły i pracy, ogarniać domowe i społeczne obowiązki. Ale dajmy sobie przyzwolenie, że jak już to wszystko odfajkujemy to wtedy możemy położyć się pod kocem i spać, oglądać serial, pić herbatkę, czytać książkę i słuchać muzyki. I możemy olać na dzień, dwa czy tydzień (lub dłużej jeśli to potrzebne) wszelkie towarzyskie wyjścia, dodatkowe zajęcia, realizację celów.

 

Dla mnie to jest mega trudne, ale wpadłam dzisiaj na pomysł robienia takie listy minimum-maksimum i umieszczenia na niej rzeczy absolutnie dla mnie ważnych jak praca, Ulepszalnia czy treningi, ale odpuszczenia wszystkich tych dodatkowych, małych i dużych zadań jak jesiennie porządki, jakieś zmiany w wystroju domu, wydarzenia towarzyskie itd.  Tak to są rzeczy, które byłoby fajnie zrobić, ale nie ma na to teraz paliwa.

Ważne jest, żeby zapamiętać, że nie można się w tym złym samopoczuciu izolować, przestawać ruszać, unikać spacerów, bo to wszystko na dłuższą metę jeszcze bardziej nas w dołek wciągnie. Ale jak najbardziej trzeba odpuścić sobie wszelkie oczekiwania wobec siebie, które tworzymy sobie sami i które tworzą inni.

 

Wcale nie musisz codziennie super wyglądać – masz prawo do olania makijażu, chodzenia w dresie i w kucyku.

Masz prawo do tego, żeby Twoja kuchnia nie była ogarniana i żebyś myła naczynia tylko wtedy, kiedy nie będziesz miała w czym zrobić herbaty. Masz prawo olać mycie kibla, odkurzanie i czyszczenie piekarnika.

Masz prawo do odmawiania wszystkim zaproszeniom na kawę, piwo, do kina, na tańce. Możesz odmówić nawet najlepszej przyjaciółce. Możesz zamiast tego leżeć pod kocem i oglądać seriale. Albo słodko drzemać. Albo nadrabiać zaległości w czytaniu. Grać w grę. Czytać komiks. Robić na drutach. Bawić się z psem.

Tak długo jak to wszystko – wychodzenie z domu, sprzątanie, branie prysznicu, robienie zakupów – nie staje się dla Ciebie trudne, to jest okej nierobienie tego. Z wyboru.

Masz prawo odpuścić sobie zapierdalanie. Wstawanie na kilka godzin przed pracą, żeby pójść pobiegać albo zaliczyć siłownię. Bycie pracownikiem miesiąca albo wzorowym studentem. Możesz olać swoją listę zadań. Masz do tego wszystkiego prawo i to nie czyni Cię mniej zaangażowanym, mniej odpowiedzialnym, mniej pracowitym.

 

Jedyne co musisz to odpocząć.

 

I wcale nie było mi łatwo do tego dojść, bo należę do tych osób, które ze łzami w oczach z przemęczenia i załamania pójdą myć kibel, zmywać, ćwiczyć i uczyć się słówek po ciężkim dniu w pracy. A na drugi dzień wstaną wcześniej, żeby zrobić jeszcze więcej. I tutaj nawet nie chodzi o to, że bardzo mi zależy na tym, żeby te naczynia były umyte (bo nie zależy), ale o to, że po prostu miewam chore ambicje i problemy z odpoczywaniem.

Odpuszczenie sobie na wszelkich polach zazwyczaj bardzo mocno mi pomaga.

 

Odpuszczenie tego:

  • jak wyglądam – dres, pryszcze na wierzchu, nieułożone włosy, niewyregulowane brwi, owłosione kolanka, brak perfum i zrobionych paznokci. To jest okej.

  • jak wygląda moje otoczenie – kuchnia może być zasyfiona, kibel nieumyty, włosy w brodziku, ubrania niewyprasowane i pies niewykąpany. To jest okej.

  • wszystkich drobnych zadań  –  żarówka dalej może być przepalona, skarpetki dziurawe, kwiatki nieprzesadzone, zdjęcia niewywołane, auto nieumyte. To jest okej.

  • wszystkich większych zadań – porządki jesiennie mogą być niezrobione, miejscówka na Sylwestra niezabukowana, możesz olać swój ambitny plan treningowy, pisanie 3 postów na bloga tygodniowo. To jest okej.

 

Fajnie jest się też odłączyć od scrollowania fejsa, insta i oglądania jak żyją inni ludzie. Zdecydowanie warto się wtedy trochę od tego zdystansować i naprawdę dać sobie czas na spokój i relaks.

Masz prawo olać to wszystko na co nie masz obecnie siły.

 

I ja właśnie na ten odpoczynek sobie teraz pozwolę. Moja szafa nie będzie idealna przygotowana na jesień – wyciągnę pewnie jesienne buty i płaszcze w ostatniej chwili. Nie wprowadzę w najbliższym czasie tych wszystkich super zmian w domu, które znalazłam na Pintereście. Nie nadrobię tych wszystkich ważnych książek, z których chciałam się uczyć. Przez najbliższy czas moje otoczenie nie będzie lśniło, brudne naczynia będą wypadać ze zlewu, a okruszki utworzą dywan na podłodze.

Pozwolę sobie na minimum-maksimum i będę robiła to, co chcę robić i na co mam ochotę. Będę czytać, spacerować, ćwiczyć, pracować nad Ulepszalnią. To lubię i tego chcę, resztę olewam do odwołania.

 

 

P.S. Proszę Cię, pamiętaj, że jeśli stan obniżonego nastroju będzie się u Ciebie niebezpiecznie przeciągał to musisz skontaktować się z lekarzem.  Ja nim nie jestem, ale potrafię odróżnić chwilowe zmęczenie (przez które przechodzę teraz) od depresji. Jeśli Ty tego nie potrafisz, to proszę nie czekaj z wizytą u lekarza. Jeśli codziennie czynności – wzięcie prysznicu, zrobienie zakupów, zadzwonienie do koleżanki-staną się dla Ciebie trudnością, to może to być dobry moment na konsultację ze specjalistą.

 

 

 

9
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
MarcelinamarcelinaMartaPatrycjabasia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
marcelina
Gość

Ja czasem w weekendy sobie tak odpuszczam. Ubieram dresy i owszem czasem ciężko jest nic nie robić, bo przecież mam wolną sobotę to wypada chociaż posprzątać, ale już jakiś czas temu nauczyłam się żyć bez tego. Co nie oznacza, że syfiarzem jestem 🙂
Odpoczynek jest mega ważny i podpisuję się pod tym co piszesz – Ważne jest to, żeby pamiętać, że jest w porządku NIE ROBIĆ TOTALNIE NIC -!

Marta
Gość

granica pomiędzy przemęczeniem, wypaleniem a depresją jest niestety bardzo cienka.. więc tak jak i Ty zachęcam do porady specjalisty, jeśli wszystko przeciąga się w czasie. I bardzo cieszę się, że potrafisz odpuścić rzeczy mniej ważne, na rzecz Twoich planów i marzeń ! Olewaj resztę, powodzenia!

basia
Gość
basia

Ja też mam teraz trudny czas i Cię rozumiem. Bo też nie umiem odpuścić, rzeczy mi nie idą, a tylko jak idą i mam super produltywny dzien, czuję że zasługuję na odpoczynek. W innym wypadku albo bez sensu siedzę nad pracą która nie idzie albo prokrastynuję byle tylko nie odpocząć. Nie wiem jak z tego wybrnąć, bo to silniejsze ode mnie. Chwilowo work-life balance nie działa u mnie niestety. Warto spojrzeć na siebie wtedy czyimiś oczami, bo nasze własne są nieobiektywne zupełnie. Dla mnie jesteś dziewczyną, któ®a pracuje na etacie, jeszcze z domu, więc motywację i skupienie masz niesamowite i dodatkowo robisz… Czytaj więcej »

Patrycja
Gość

Niesamowicie wartościowy post! Dziękuję za niego. Dobrze, że piszesz o tym, że nie jesteśmy robotami a odpoczynek to najlepsze co możemy dla siebie zrobić. Mi w chwilach spadku nastroju, produktywności czy ogólnego złego samopoczucia psychicznego (nigdy nie miałam depresji) pomaga samotny spacer po lesie, w ciszy. Bez względu na porę roku. W takich chwilach pomaga mi jeszcze spanie. Śpię ile mogę i jestem w tym mistrzem, bo to wychodzi mi najlepiej.