Jak wstać z kanapy i poczuć się ze sobą lepiej?

 

Czy zdarzyło Ci się kiedyś spędzić tydzień, miesiąc a nawet rok w totalnym marazmie, kiedy to ogarniałeś swoje życie jedynie w bardzo podstawowym stopniu – chodząc do pracy, na uczelnię, dbając o rodzinę, jedząc i śpiąc, ale nic poza tym?

Myślę, że tak, ba – uważam, że każdy z nas kiedyś przechodził przez coś takiego. Nie widzę nic złego w tym, żeby odpocząć sobie kilka dni, zrobić urlop, reset, na jakiś czas odpuścić wszystkie dodatkowe zadania. Wręcz jest to według mnie niezbędne do tego, żeby zdrowo funkcjonować. Sama mam za sobą takie okresy, czasem trwające bardzo długo. Niektóre z nich były spowodowane obniżeniem nastroju, depresją, przykrymi wydarzeniami. Były też jednak takie w których czułam się dobrze i mogłabym robić więcej, ale niestety nie robiłam. Dlaczego? Bo nie byłam zdeterminowana, bo nie korzystałam z metody małych kroków, bo uległam marazmowi.

 

Czasem faktycznie jedyne na co było mnie stać to wstanie z łóżka i wypalenie paczki papierosów. Bez porannej toalety, bez przebierania się z piżamy, bez robienia makijażu, bez jedzenia zdrowej owsianki. Nie wychodziłam do pracy, bo jej nie miałam. Jedynym moim zadaniem było przetrwać. Godzinę, dzień, noc. I tak miesiącami. Bez żadnych postępów. Byle się nie zabić, byle nie zrobić czegoś głupiego. Nie czytałam książek, bo nie potrafiłam się skupić. Nie wychodziłam z domu, bo bałam się wyjść – nawet do osiedlowego sklepu po te przysłowiowe bułki. Miałam problemy ze znalezieniem pracy, bo kiedy już była jakaś nadzieja – ja kapitulowałam, bo wiedziałam, że nie jestem w stanie pójść na rozmowę kwalifikacyjną. Ja naprawdę NIE BYŁAM W STANIE. Nie spotykałam się ze znajomymi, którzy po entej już odmowie wspólnego wyjścia na piwo, olewali mnie. Jeśli miałam dobry dzień to coś zjadłam i pooglądałam trochę telewizji. Tak było w depresji.

 

Czasem nie byłam w depresji, ale moje życie też miało bardzo prostą formę – rano kawa z mlekiem i 6 papierosów na czczo, autobusem do pracy, w pracy zjeść cokolwiek, żeby z głodu i przepalenia nie zemdleć i nie puścić pawia, po pracy piwo ze znajomymi, potem dom, prysznic, film, sen. Nie więcej.

 

Dlatego chciałabym podzielić się kilkoma wskazówkami na to jak wyjść z tego błędnego koła, frustracji i smutku. Ten tekst będzie o tym jak odpuszczać sobie swoje życie chociaż trochę mniej.

Przede wszystkim chciałabym zaznaczyć, że nie widzę absolutnie nic złego w oglądaniu Netflixa, korzystaniu ze smartfona, graniu w gry, wcinaniu chipsów i lodów i w każdej innej formie leniwego odpoczynku. Jest to jak najbardziej okej, często nawet wskazane, o ile nie robi się z tego rutyna, bo to już okej nie jest-ale nie dlatego, że społeczeństwo i kultura wymaga od nas działania i osiągania sukcesów, ale dlatego, że wpędzamy się w emocjonalny dół. A zdrowie i życie w zgodzie ze sobą są najważniejsze.

 

Jestem z siebie niezadowolony, bo nic nie robię. Nic nie robię, bo jestem z siebie niezadowolony.

 

Oczywiście są czasem w naszym życiu sytuacje w których nie stać nas fizycznie i psychicznie na więcej niż odpoczynek na kanapie. Choroba, tragedia, słabszy okres – wtedy bywa czasem tak, że wstanie z łóżka i ubranie się jest wielkim sukcesem. I to też jest jak najbardziej w porządku. W takich momentach należy szukać pomocy i być dla siebie wyrozumiałym. Tak wyrozumiałym jak bylibyśmy dla swojego chorego dziecka czy rodzica.

 

Jak sobie z tym poradzić? Jak zacząć robić chociaż troszkę więcej? Jak wrócić do działania, do SIEBIE? Poniżej kilka wskazówek.

 

PRAKTYCZNE WSKAZÓWKI, KTÓRE MOŻESZ WYKORZYSTAĆ WE WŁASNYM ŻYCIU

(ale proszę zrób to dlatego, że chcesz mieć fajniejsze życie dla siebie, a nie dlatego, że tak trzeba)

 

  1. Ustal dlaczego nie masz motywacji do działania:
  • Twoja praca jest za ciężka/bardzo wymagająca-jesteś po niej wykończony (fizycznie lub psychicznie) i jedyne o czym marzysz to psychiczny reset i fizyczny odpoczynek
  • Twoja praca Cię frustruje i po 8(lub więcej)spędzonych w niej godzinach masz podły nastrój i chcesz choć na chwilę zapomnieć o tym wszystkim, co się w niej wydarzyło.

Może powinieneś porozmawiać o sytuacji z pracodawcą – być może jest coś co można zmienić i poprawić? Stosunki ze współpracownikami, godziny pracy, ilość obowiązków. Jeśli ten problem Cię dotyczy i utrzymuje się od dłuższego czasu to może warto pomyśleć o zmianie pracy? Wiem, że dla wielu zmiana pracy to twardy orzech do zgryzienia, ale myślę, że warto wziąć takie rozwiązanie pod uwagę, bo tak naprawdę w takiej sytuacji, większość naszego czasu (oprócz snu i dni wolnych od pracy) pochłaniają negatywne emocje, frustracja, niezadowolenie, stres. Na dłuższą metę to może być bardzo niebezpieczne. Może prowadzić do depresji, wypalenia zawodowego, a nawet myśli samobójczych.

 

  1. Połącz przyjemne z pożytecznym.

Doskonale rozumiem, że na początku bardzo trudno jest nagle COŚ robić, kiedy przez dłuższy okres czasu nie robiło się NIC. Nie ma mowy, żeby nagle po pracy od razu wyskakiwać na 5km bieg, a po powrocie uczyć się przez godzinę, przed snem dodatkowo jeszcze czytając ambitne książki. Po pierwsze – to jest za trudne do realizacji, a po drugie – to nie potrwa długo i w końcu wrócimy do punktu wyjścia, a tego nie chcemy. Na początek swojej drogi zaplanuj więc robienie czegoś co lubisz, ale co jednocześnie będzie czymś więcej niż scrollowaniem Facebooka czy oglądaniem kolejnego odcinku serialu. Może lubisz czytać? Znajdź sobie parę fajnych książek i po pracy czytaj. Albo bardzo relaksuje Cię czas spędzany na zewnątrz? Zacznij wyprowadzać się na spacery. Niech na samą myśl o tym co fajnego zrobisz po pracy, rozbudzi się w Tobie dobre uczucie, coś na miarę ekscytacji. A jednocześnie niech będzie to coś, o czym będziesz mógł pomyśleć „no kurczę, zrobiłem coś pożytecznego, dobra robota”. Zacznij od tej jednej rzeczy. Potem możesz wrócić na kanapę. Ale gwarantuję Ci, że jak zaczniesz to rozbudzi się w Tobie chęć na więcej.

 

  1. Wyznacz sobie limit czasowy na nicnierobienie.

Jeśli do tej pory spędzałeś na oglądaniu seriali czy graniu w gry po kilka godzin dziennie ciągiem, to ustal sobie teraz, że będziesz mógł to robić tylko przez godzinę. Unikasz w ten sposób terapii szokowej, która nie byłaby zbyt dobra dla Ciebie, Twojej motywacji i determinacji. Według mnie w większości przypadków niemożliwe jest zrezygnowanie i odcięcie się od złego nawyku czy nałogu od razu na 100%. Niektórym się to udaje, ale warto zacząć od metody stopniowej rezygnacji. Kiedy utniesz kilka godzin grania w gry dziennie to zyskasz czas na robienie czegoś co jest przyjemne i pożyteczne.

 

  1. Jeśli nie masz siły zrobić dużo to zrób cokolwiek.

Czasem mam takie dni, że już w momencie przebudzenia wiem, że nic z nich nie wyjdzie. Nawet jeśli zaplanowałam ogarnięcie ważnych kwestii to wiem, że nie dam rady się z tego wywiązać. O ile takie dni nie zdarzają się często to jest to okej. Wtedy daję sobie przyzwolenie na nicnierobienie, ale żeby się tak maksymalnie na siebie nie wkurzać, to robię 2-3 banalne rzeczy, żeby mieć je z głowy. To może być zapłacenie rachunku, jakiś istotny zakup online, umówienie się z kimś na kawę, wyprasowanie ubrań, porządki w lodówce. Po prostu – zadania pierdołowate.

 

Przy tych zasadach najważniejsza jest ta poniższa:

 

Przede wszystkim bądź dla siebie dobry.

 

Pamiętaj, że jest absolutnie w porządku i okej jeśli:

  • Jesteś smutny i płaczesz
  • Nie jesteś zadowolony ze swojego życia i z siebie
  • Ciężko jest Ci zebrać się do działania
  • Masz problemy, twoje życie jest skomplikowane i trudne

Nie pozwól jednak, żeby złe emocje-frustracja, smutek, rozgoryczenie-zostały stałą częścią Twojego życia.

 

Zacznij od małych kroków. Zobaczysz, że postęp napędza postęp, a sukces jest matką kolejnych sukcesów.

 

A Ty masz problem ze wstaniem z kanapy? 

 

 

8
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
MarcelinaMartynaWeronikaEmiliamarcelina Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Martyna
Gość

Wielokrotnie trafiał mnie ten problem! Gdy w końcu uda mi się wygospodarować trochę wolnego czasu, mam wiele planów jak najlepiej go spożytkować. Tyle planów…że ostatecznie nie robię nic 🙁

Weronika
Gość

Punkt 3 do mnie przemówił. Zabieram się za planowanie swojego czasu. Chcę ograniczyć spędzanie czasu przed komputerem do 1,5/1 godziny dziennie przez co może udać mi się wygospodarowanie czasu robienie ciekawych zdjęć, a także na rozwój techniczny w fotografii. Mam nadzieję, że się uda. Pozdrawiam serdecznie.

Emilia
Gość

OMG jaka Ty jesteś mądra! Też miałam epizody depresyjne, wiesz? Mój najgorszy dołek trwał 3 miesiące. Ledwo wychodziłam z łóżka, żeby załatwić potrzeby fizjologiczne i zawaliłam wówczas naprawdę mnóstwo spraw. Ale to było lata temu… Wczoraj np. miałam taki dzień, że totalnie nic mi się nie chciało. Podejrzewam, że ciśnienie miało na to wpływ. Dopiero wieczorem wpadłam na genialny pomysł i… od tego czasu (z przerwą na krótkie spanie) siedzę przy kompie i działam! Ale totalnie się z Tobą zgadzam! Nie ma co się zmuszać. Jak nie idzie, to nie idzie. Trzeba wziąć oddech albo dziesięć i przeczekać. A potem,… Czytaj więcej »

marcelina
Gość

Punk 4 – mocno odnosi się do mnie. Bywają takie dni, kiedy rzeczywiście mam przygotowaną listę do zrobienia, nie jest bardzo wymyślna i nie ma podpunktów 100, ale ważne rzeczy. Jednak przychodzą takie poranki, że wstać się nie chce i wszystkie siły zaraz po przebudzeniu odpadły. Wtedy biorę się za te banalne rzeczy. W ogóle bardzo pomaga mi sprzątanie w takie dni. Jakoś tak oczyszczam też swoją głowę, no i przestrzeń 🙂 Marcelina! Mocno kibicuję byś przede wszystkim nigdy nie wróciła do fajek (ja w tym roku w końcu rzuciłam!) i mimo że, nie wiem jak to jest być w… Czytaj więcej »