Jak działać w sieci będąc introwertykiem i wysoko wrażliwą osobą (WWO)?

 

Każdy tekst na Ulepszalni staram się maksymalnie opierać o swoje doświadczenie, bo uważam, że wtedy ma to największą wartość i sens. Niewiele warte według mnie są teoretyczne wywody, które są oparte o kant dupy za przeproszeniem. Naczytałam się w życiu masy takich słodkopierdzących książek, ebooków, tekstów na blogach i jestem już na takie treści wybitnie wyczulona.

 

Dzisiejszy tekst także maksymalnie opieram o swoje doświadczenie. Jestem introwertykiem i chociaż na co dzień, odnajduję się wśród nowych osób, potrafię podtrzymać rozmowę, nie chowam się po kątach, to jednak każda towarzyska aktywność musi być przeze mnie „odchorowana” w ciszy i spokoju. Jestem także osobą wysoko wrażliwą (WWO). Mimo to staram się działać w sieci coraz prężniej, sprawniej i sprawia mi to coraz większą satysfakcję mimo, że często muszę działać trochę wbrew swojej naturze.

Wiecie, ja uwielbiam spędzać czas w domu. Nigdy nie rozumiałam osób, które w domu i w swoim własnym towarzystwie się nudziły i musiały koniecznie spędzać każdą wolną chwilę z innymi ludźmi. Dla mnie było niepojęte to, że można nie mieć nic do roboty i tak panicznie szukać towarzystwa. Nie mieć żadnej książki do przeczytania, żadnego serialu do nadrobienia, żadnych projektów do realizacji, żadnej pasji do rozwijania. Jeśli miałam do wyboru spotkanie z ludźmi, a spędzenie dnia w dresie z książką, kocykiem i herbatą z cytryną, to bez zastanowienia wybierałam to drugie. Mimo to, w towarzystwie radzę sobie bardzo dobrze. Potrafię porozumieć się praktycznie z każdą osobą, świetnie wyszukuje tematy do rozmów, jestem zainteresowana rozmówcą, potrafię słuchać i absolutnie nie jestem nieśmiała, co dla niektórych ludzi ściśle łączy się z byciem introwertykiem, a nie jest prawdą. W okresie dojrzewania, jak pewnie wielu z Was, bardzo chciałam spędzać czas z moimi znajomymi. Chodzić na piwo, imprezy, spędzać z nimi ile tylko się dało. To był okres mojej najintensywniejszej aktywności towarzyskiej i teraz, mając 27 lat dziwię się sobie, że potrafiłam być wtedy tak aktywna towarzysko.

Jestem także niezwykle empatyczna i wrażliwa. Nie oznacza to, że można mnie zranić byle jakim pociskiem, ale bardzo dużo kosztuje mnie obserwowanie nieszczęścia i cierpienia ludzi i zwierząt. Jako WWO odczuwam także sporo symptomów somatycznych jak bóle głowy czy towarzyszące mi od zawsze problemy gastrologiczne. Bardzo dużo i często martwię się o inne osoby, nie tylko te, które są mi bliskie. Ostatnio odczułam to znów mocno podczas oglądania programu „Rinke. Na krawędzi” o bezdomnych. Bardzo przeżywałam historie Pana Andrzeja, który wraz z synem mieszkał pod mostem. Spędziłam trochę czasu wyszukując w sieci informacji o tym, jak potoczyły się ich losy i odetchnęłam z wielką ulgą, kiedy okazało się, że Pan Adam radzi sobie dobrze, nie pije i nie jest już bezdomny. Ja nawet tego człowieka nie znam! A już poważnie zastanawiałam się jak mogłabym mu pomóc. Osoby wysoko wrażliwe odczuwają także wycieńczenie po spotkaniach z niektórymi ludźmi i muszą to odchorować spędzeniem czasu w samotności. Bardzo często także odgrywamy bohaterów wobec osób zranionych i złamanych przez ciężkie doświadczenia, chociaż wcale nie mamy lżej. Mamy też ponadprzeciętną empatię i współodczuwanie wobec innych, także bohaterów z filmów i książek. A na dokładkę bardzo mocno odczuwamy zmiany nastrojów u otaczających nas osób.

Nie jest to łatwa mieszanka, chyba przyznasz? Działanie w internetach dla takiej osoby to nie jest bułka z masłem. Stała obecność w social mediach, pokazywanie się codziennie na stories, prowadzenie lajwów, webinarów, spotkania z nowymi osobami, przekraczenie swoich granic, obcowanie z zupełnie obcymi ludźmi. Nie wszystkie z tych rzeczy robię obecnie, ale takie i większe mam plany. Stopniowo buduję więc sobie zestaw, który pomaga mi odzyskiwać energię i działać dalej, bo wiem, że mi się to przyda.

 

Mam obecnie dwie bardzo dobrze działające metody na działanie w sieci jako introwertyk i osoba wysoko wrażliwa:

 

Po pierwsze – kiedy czuję się przytłoczona to daję sobie czas na odpoczynek i zebranie sił. Niby bardzo proste, ale w dzisiejszym szybkim świecie łatwo jest o tym zapomnieć. Co jakiś czas czuję, że mam dość. Z niechęcią otwieram Instagrama, nie mam ochoty oglądać stories innych osób i patrzeć co fajnego robią, co smacznego jedzą, jak cisną ze swoim życiem, w jakie fajne miejsca jeżdżą. Nie mam ochoty w nawet minimalny sposób wpuszczać ludzi z internetów do swojego życia. Nie chodzi o nich, chodzi o mnie. O to, że potrzebuję spokoju, oddechu. Mam za dużo bodźców i wiele z nich pochodzi właśnie z social mediów. Wtedy po prostu się odcinam – nie publikuję nic na Instagramie, nie wrzucam stories, nie jestem aktywna, nie jestem obecna. Nie szukam też kolejnych bodźców – wydarzeń na które chcę pójść, miejsc które chcę odwiedzić, pomysłów, które chcę zrealizować. Nie inicjuję żadnych spotkań. Po prostu jestem – czytam i oglądam głupkowate programy. Dużo śpię. Smacznie jem. Spędzam czas prosto, bez wymagań i bez listy zadań. Po kilku spędzonych w ten sposób dniach, znów nabieram ochoty do działania. Znów uaktywniam się na Instagramie, na blogu. Tworzę krótką listę zadań na rozgrzewkę. I co najważniejsze – nie mam już do siebie pretensji za to zwolnienie tempa, chociaż w przeszłości tak właśnie było.

Drugim sposobem jest pilnowanie tego, ile czasu spędzam online i w jaki sposób to robię, bo chcę robić to w sposób wartościowy i z głową. Ostatnio wróciłam do szanowanej przeze mnie aplikacji – HelpMeFocus, szarpnęłam się na wersję premium i teraz świetnie strzegę swojego czasu online. Aplikacja umożliwia stworzenie bloków czasowych podczas których wybrane przez nas aplikacje są zablokowane. Ja blokuję je rano, przed 9, bo wtedy pracuję nad Ulepszalnią zanim jeszcze zacznę swoją pracę etatową i nie chcę marnować tego czasu na przeglądanie feedów. Po pracy daję sobie trochę czasu na nadrobienie zaległości, ale około g.19 znów się odcinam od scrollowania, żeby móc porobić fajniejsze rzeczy – popisać, poczytać, pójść na spacer, spędzić czas w bardziej wartościowy sposób. Pracuję zdalnie, przed komputerem, więc nie chcę też spędzać kolejnych godzin w ten sposób. Bycie online bardzo drenuje osoby introwertyczne i wysoko wrażliwe, pozbawia nas energii i wprawia w rozdrażnienie, obniżony nastrój, poczucie bezsensu. A ja chcę czuć się pełna energii i motywacji do tworzenia Ulepszalni i nie chcę, żeby działanie w internecie było dla mnie przykrym obowiązkiem. Jak już w nim działam to chcę to robić w sposób wartościowy, przemyślany i efektywny, a nie scrollując bez sensu Instagrama czy Pinteresta.

 

Daj mi koniecznie znać w komentarzu czy też zaliczasz się do grona introwertyków i/lub osób wysoko wrażliwych i podziel się koniecznie swoimi sposobami na życie w harmonii 😊

 

 

 

6
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
MarcelinabasiamarcelinaMarta Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
basia
Gość
basia

Jakbym czytała o sobie, też los innych ludzi spędza mi sen z powiek i mam niską tolerancję na oglądanie ich cierpienia. Czasem myślę że to dar, a czasem że przekleństwo. Tak czy siak jak masz miękkie serce to musisz mieć twardą dupę

marcelina
Gość

Introwertyk zgłasza się! Lubię spędzać czas w domu, robić swoje rzeczy, a jak nie mam weny i ochoty na ich robienie to czytam i oglądam 😀 Jak już mam iść gdzieś w większe towarzystwo to wolę domówki, gdzie można spokojnie porozmawiać. Pamiętam jak zawsze byłam na imprezach to po godzinie już chciałam wracać. Wytańczyłam się, pogadać z nikim nie mogłam, bo musiałabym przekrzyczeć dj’a. Do tego bardzo nie lubiłam jak chciałam iść do domu i zaczynały się pytania „a dlaczego idziesz”, „zostań, jeszcze wszyscy są”, kilka razy nawet moje znajome się na mnie obrażały 😀 Musiałam nawet czasem stosować angielskie… Czytaj więcej »

Marta
Gość

Zdecydowanie się zaliczam, chociaż jestem typem introwertyka, która nieźle radzi sobie w kontaktach towarzyskich, więc akurat to nie jest dla mnie problemem. Ale wolę życie w domu, w niewielkim gronie rodziny i przyjaciół niż życie np. nocne. Mam 25 lat, a nie byłam na imprezie w klubie, i nie załuję. Kocham domówki, bo tam czuję się swobodniej. Wieczory planszówek, wspólne wypady do kina czy teatru.
Ale zdecydowanie empatia i wrażliwość przyprawiają mnie często, jak i Ciebie, o bóle głowy i nieprzespane noce 🙂